|
Blog > Komentarze do wpisu
Uczyńmy to wszytsko pamięcia
Dziewczyna pociąga łyka z koktajlówki pełnej przeźroczystego płynu. Patrzy na
mężczyznę siedzącego przy stole obok: -
Boję się życia – mówi – bo nie ma dna. Nie ma punktu odniesienia. Nie
ma nic konkretnego. Dziewczyna dziurkuje dziurkaczem papiery.
czynność wykonuje jak machina. Ruchy są spokojne, miarowe, rytmiczne. Z oczu
lecą jej łzy. Powoli wstaje, idzie do pokoju prezesa. -
Nienawidzę tego robić - mówi. -
Musisz wykonać swoja prace – słyszy odpowiedź. – Dałem ci tę pracę z
litości nad twoją matką , ty sama jesteś niczym. -
To nie prawda. jestem malarzem. Dziewczyna je obiad ze starszą kobietą. -
Dzwonił dziś twój szef – głos matki gniewny świdruje powietrze.
Wpatruje się w córkę nieruchomym, stalowym spojrzeniem. -
Nie mogę tego robić. Muszę malować! -
Masz pracować – ucina krótko matka. Twarz córki drga, oczy szklą się, oddech
staje się urywany, chrapliwy. Dziewczyna rysuje energicznie, zawzięcie. Na
jej twarzy maluje się spokój, łagodny uśmiech. -
I co ja robię na Ziemi? – pyta sama siebie – Jest że to sen? Wznosi oczy ku górze -
Kochasz mnie, Boże? Powiedz mi, ludzie mi mówią, że jestem nikim, że w głowie mam tylko szumy i
wiatry i nic sensownego, same wizje i fantasmagorie. ale ja przecież jestem
wielkim malarzem. Jestem, prawda? -
Jesteś. -
Jak mogłaś nie pójść dziś do pracy?! -
krzyczy matka, wrzucają brudne naczynia do zlewu z głośnym hukiem. –
Masz chodzić do pracy i pracować! Rozumiesz? – pyta z wściekłością, zaglądając
córce w oczy, ze złością, nienawiścią w spojrzeniu – Jesteś nikim. Jako malarz
nic nie udowodniłaś światu , niczego nie zrobiłaś w swoim życiu. Nie będę cię
już dłużej utrzymywać, rozumiesz? -
Nie. – cichy szept córki. Dziewczyna maluje. Jest cała w farbie.
Nakłada ją gwałtownymi ruchami pędzla, farba kapie na podłogę. Płótno jest całe
pokryte grubą, tłustą warstwą farby. Dziewczyna uśmiecha się łagodnie. -
Pomóż mi, Boże. Daj mi znak, sen, co mam zrobić ze sobą. – szepcze. Nagle znajduje się w oszklonym pomieszczeniu,
w rękach trzyma węża, wielkiego, ciężkiego. ledwo jest w stanie go udźwignąć.
Kilka razy gad osuwa się jej i językiem przelatuje obok twarzy. Dziewczyna boi
się. Jest bardzo blada, pot spływa jej po twarzy. -
Masz dwie drogi – słyszy glos Boga – dać się zagryźć, albo odepchnąć
węża. Do pierwszego potrzeba strachu, a do drugiego siły. Ty jesteś miarą
swojego świata. Twoje słowo jest święte. Dziewczyna budzi się na podłodze. Patrzy na
obraz, który jest cały czerwony, farba kapie z niego na podłogę. Bierze świeże płótno i zaczyna malować. -
I co ty jeszcze robisz? – słyszy głos matki – Już dawno powinnaś być w
pracy. Idź tam! – matka pokazuje palcem drzwi. Dziewczyna stoi blada, nieruchoma. mierzy się
spojrzeniem z matką. stoją tak na przeciw siebie kilka minut. W końcu
dziewczyna poddaje się, wychodzi. Dziewczyna leży w wannie w wodzie. Płacze. W
ręce trzyma nóż. -
Nie masz racji, Boże. – dławi się. –Do pierwszego wcale nie potrzeba
strachu, tylko wielkiej rozpaczy, rozpaczy i niczego więcej. Bo rozpacz jak
życie, nie ma dna. Przecina sobie powoli, spokojnie żyły na
lewej ręce, która opada bezwładnie do wody. Woda barwi się różowo. Usta
dziewczyny poruszają się jeszcze chwilę niespokojnie, jakby chciała coś
powiedzieć. Oczy są szeroko otwarte. Wokół panuje absolutna cisza. wtorek, 11 kwietnia 2006, anowlasnie
|
|